czwartek, 16 czerwca 2011

DZIEŃ Z ŻYCIA SEKRETARECZKI BADAWCZEGO PROJEKTU

Kadr(owo):

Ostatni tydzień to było jakieś istne Kongo! "Pani Kasiu, już już już!" z gabinetu wyskoczyla starsza kobieta w zielonej garsoneczce w typie urzędniczym, ale ze sporą dozą perwersji w kroju.  Słowa przeszły przez jej pomalowane na czerwono, coraz bardziej wydatnce usta. Wszystkie jej części ciała sprawiały wrażenie niepasujacych do siebie i z tego powodu była w sposób nie pozwalający oderwać od siebie wzroku fascynująca. Tylko garsonka nadawała jej nieproporcjonalnemu  ciału pozory jakiejkolwiek spoistości.  Od wieków zapewne piastowała swe tajemnicze stanowisko o wadze państwowej, fundamentalnej. I to właśnie widać było od razu.  Pomyślałam sobie "Cudo!" a ona na to, w ogóle nawet nie starając się mnie zauwazyć "Potrzebuję numer tranzytowy. Dzwonili z Uniwersytetu X. Chcą go mieć natychmiast! Proszę się pospieszyć! Będziemy mapować!". I przeleciała jak wiatr przez przylegający do jej gabinetu pokój administracyjny , w którym załatwiałam sprawę z Panią Arletą. Pani Kasia natomiast jakby nigdy nic zanurzyła rękę w szklanym kubeczku z Zezolami. Znała już ona swoją przełożoną. Musiała czuć ją na wylot. Z czasem zaczęła ignorować jej groźny wygląd. Okazało się, że wcale nie było jej aż tak spieszno z tym "numerem tranzytowym". Zresztą słyszałam, co się tam pod nieobecność Wielkiej Tajemniczej Damy z Działu Programów Krajowych i Międzynarodowych i Intergalaktycznych oczywiście wygaduje. "Co by robić, żeby się nie narobić..., tak!" "Wyciągasz segregator z napisem PIC, kochana, wkładasz kartkę w koszulkę. Ot i cała robota, cała filozofia!" "Ale ty nowa, młoda, nauczysz się." "Kto pracuje na raty, też doczeka się wypłaty". Jakże literacki byłaby moja wizyta w pokoju rzeczonego Działu, gdybym tylko mogła słuchać tych życiowych aformyzmów.
Inaczej jest z panią Arletą. Jej palce śmigają po klawiaturach jak malowane lale. "Skąd wziłął się okres rozliczeniowy A,B, C?" pyta mnie i natychmiast sama sobie odpowiada. "Acha, tu tak, tam tak, już sobie przypominam" i pik pik pik wstukuje nowe cyferki na kalkulatorze. Gdy ona taka i owaka, daleka, niedostępna, w środku cała drżę. Nie ma co ściemiać. Oto mam przed sobą osobę, która pracuje w sposób przekraczający moje zdolności pojmowania. W trakcie procesu sprawdzania wniosku oczy Pani Arlety wydają się nabierać coraz bardziej skośnych kształtów.  Zamienai się w Chinkę na moich oczach. O słodkie, słodkie obliczenia,  które wykonuje nie tyle bez skargi, co zapałem godnym lepszej sprawy; skomplikowane kalkulacje, które wybijają ją z tła średnio i bardzo zaawansowanych pań kadrowych, wpatrzonych rutynowo w swe ekrany. Tu się ciągle coś dzieje, petenci wciąż popełniają jakieś błędy. Pani Arleta nie zwraca uwagi na wesołkowatego chłopca, który właśnie przyszedł odwiedzić Nową. W całości oddana jest mojej sprawie.

Wywaliło:

Czy to jest jakiś performans? Pytam, czy to tak ma być, że kibel na uniwersytecie wywala całą swoją zawartość, gdy tylko ktoś znajdzie się w potrzebie i zapragnie z niego skorzystać? Rowery, kajaki - szeroko pojęty sprzęt wodny - odstawiłam na bok, by sfinalizować sprawę z wnioskiem.  W głowie człowieka dzieje się tyle rzeczy, a tu nagle trzeba było stać się mniej abstrakcyjną, konkretną. Rozmowa z Panią Arletą to jak lekcja nauki języka ekonomicznego. Nie chodzi jednak tylko o znajmomość słów, tzreba rozumieć ich znaczenie. Pani Arleta jednak nie jest opresyjna. To prawdziwie wyzwolona jednosta. Nie zmusza do bycia w tym jezyku, nie forsuje bardziej niż to możliwe w przypadkach poszczególnych osób, które sie do nich zgłaszają. Więcej pozwala im udawać, że wiedzą o czym mówią, nie dając po sobie pozać, że widzi, że nie za bardzo wiedzą. To hipiska! Jednak, abstrahując od przychylnych sprawie osób, musiało wywalić. Wezbrało z samego gruntu i pokazało na powierzchni wszystko, nie oszczędzajac oczu. Wkrótce nie było już wolnego od zanieczyszczeń miejsca na posadzce. Dobrze, że pomyślałam jednak o tym w kategorii perofrmansu. Że to jest prawda, ale w sensie cyklicznego wydarzenia artystycznego. I tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz