środa, 18 stycznia 2012

Z WÓD OCEANICZNY



Jestem na plaży, w dalekim ciepłym miejscu nad oceanem. Wraz z grupą nieznanych mi dotąd osób uczestniczę w pierwszej lekcji kursu nurkowania. Nie zapisywałam się na niego, lecz to okoliczności i spontaniczna reakcja na nie sprawiła, że dołączyłam do grupy. Naszą instruktorką jest kobieta, która chce abyśmy rzędem stanęli nad brzegiem Oceanu. Jako, że nie byłam przygotowana na lekcję zaczynam się martwić o moją torbę, która zostanie bez opieki na piasku. Wiem, że jest w niej moja cyfrówka, której nie chcę stracić. O bale oparty leży plażowy włóczęga i spogląda, gdy pośpiesznie i niedokładnie zasypuję torbę w pisaku.

Biegnę nad brzeg. Staję na baczność gotowa do pierwszej lekcji nurkowania. Światło słoneczne rozbłyskuje na lekkich falach i czuję, że kraj w którym mieszkam…że nie ma takiego, że moją ojczyzną była, jest i będzie zawsze Plaża. Nagle spoglądam w dół i widzę, że jedynie moje stopy nie mają płetw. Wszyscy uczestnicy mają piękne płetwy, wykonane z różnych transparentnych materiałów. Nie martwi mnie to jednak ze względu na fakt, że pływam najlepiej na świecie, lecz że pani instruktorka może mnie odstawić, gdyż nie spełniam wymogów posiadania nurkowego sprzętu.

Torba zakopana. Jestem w obcym kraju, bez tutejszej waluty. Jedyne co mam to 60 euro, a najtańsze płetwy kosztują tu 240. Niech i tak będzie, że skoro potrafię nadrabiać stopami, to zgoda. Pierwsza lekcja nurkowania splata się z drugą, odbywającą się w wielkiej szklistej auli z krętymi schodami. Wykład dotyczy warstwy powietrza spienianego przez fale.

Jestem pod wodą. Stoję na piaszczystym dnie Oceanu. Wokół mnie nie ma nikogo oprócz instruktorki. Pokazuje mi powierzchnie wody, która znajduje się jakieś 30 metrów nad nami. Na tych płynnych rozświetlonych 30 metrach czuję się jak u siebie w domu i na pewno nie tak jakbym się miała czegokolwiek uczyć. Nie czuję przymusu, moje ruchy stają się coraz bardziej swobodne, pozbawione siły ciążenia. Dno jest usłane kilkoma skałami, nie ma tu wraków, nie ma rozgardiaszu z kontynentu. Spokój.

Nagle ponad moją głową wzbija się rumak i kopyta kieruje z głębin ku powierzchni. Jest to widok zjawiskowy, nie tylko dlatego, że pierwszy raz widzę nurkującego konia, ale dlatego że ten koń zmaga się z gruntem, który nie jest jego naturalnym żywiołem. Niemniej mam ochotę dopłynąć do niego i wskoczyć mu na grzbiet. Pytam moją instruktorkę, czy on dałby radę wypłynąć wierzch, gdybym go dosiadła i już wyrywam się ku niemu, gdy ona mnie powstrzymuje za rękę, mówiąc „Konie to świetne pływaki. Popatrz jak on galopuje!”. Przyglądam się od spodu jego kopytom i pracy mięśni brzucha. Brąz konia jest piekielny! Dopiero teraz, gdy nie mogę się ruszyć, zdaję sobie sprawę, że przez cały czas oddycham bez powietrza.

i nastąpiła pobudka.

wtorek, 3 stycznia 2012

Pod Twoją opiekę...


Matka Boska niech mnie weźmie w ramiona
rozliczy wszystkie granty obecne i przyszłe
i napisze za mnie doktorat

Matka Boska niech płaszczem przykryje
Żeby mnie nie było widać
Od stóp aż po szyje

Niech jej poły mnie chronią
Lecimy nad miastem
Wiatr w nas uderza
A Jednak jest fajnie!