poniedziałek, 23 kwietnia 2012

MIANOWANA NA KAPRALA




Mianowana na kaprala

Odkąd, na pół oficjalnie, M. otrzymała decyzję z Ministerstwa, że nie została mianowana na kaprala, włóczyły się po mieście jak dwa bezdomne koty, którym sny rekompensują życiowe nieszczęścia. Wydawać by się mogło, że zwątpiła.
- Chuje złamane! – wykrzyknęła koleżanka – Nieważne jak wielkie są twoje zasługi i starania. Mężczyźni i tak ich nie zauważą. Będą zwracać się wyłącznie do siebie: „Kapralu Z., Kapralu S., Kapralu ErZet., wiesz że to, wiesz że tamto…”
- Wiesz co, pójdziemy do burdelu – odparła rzeczowo, jak to miała w charakterze.
- O! Możesz na mnie liczyć – chociaż była młodsza, musiała za nią nadążać, a nawet podbiegać, ponieważ co chwila zatrzymywała sobie klatki tego filmu. STOP. żeby go oglądać na różne sposoby. STOP. Żeby tak wciąż od nowa. STO lat, nie nudziło ją to. Długo też czekała na chwilę, w której znów będzie mogła otwarcie mówić o tych sprawach.

Kalifornia

Były jak koty, które nigdy się nie dotykały i jedynie telepatia mogła sprawić, że ich ścieżki przecięły się na drodze do domu uciechy społecznej. Rasowa speluna zresztą, „Kalifornia”. Dostać się można było do środka jedynie po uchyleniu klapki z azbestu, umieszczonej na wysokości kocich oczu. Ten obniżony horyzont robił swoje. Wszystkie duże postaci kobiet i mężczyzn już bujały się na bujanych fotelach. Nagle rozbrzmiały głosy pogubionych marynarzy o mięsistych barkach przypominających niektóre przedstawienia holenderskich martwych natur, gdzie powierzchnie kształtnych owoców nachodzą na siebie, tworząc jeden wyboisty kształt, miejscami popękany i nadpsuty. 
Przestrzeń po drugiej stronie wypełniały kobiece piersi tak bujne, że nawet fragment najbardziej skąpo obdarzonej przez naturę nie przecisnąłby się przez wąskie, sekretne przejście. To były utajnione autorki tych osobliwych prac, które powstawały na zapuszczonych klatkach schodowych, w starych windach, w naszych prywatnych, nieustających Dynastiach…Ach, co za towarzystwo! Co za miejsce! Nigdzie dotąd nie promowane! Pomijane przez prasę i naukowe wydawnictwa! Niezaabsorbowane przez Sympatię.pl, obce w kręgach, które nie spotykają się za pośrednictwem Internetu. Jeszcze tylko moment i wonne algi zabarwią wypartą rzeczywistość po brzegi wypełnioną głównym zajęciem ludzi dorosłych, pracą.
- Nie, M., tak dłużej być nie może! Brakuje miłości. Trzeba częściej nakurwiać do burdelu. Nasze wyalienowane kroki prowadzą tylko w jedno miejsce, jak nasze wyalienowane łapki lepią się do klawiatur komputerów.

Miasto z azbestu

Poznań jest siedzibą prawdziwej transcendencji. Żadne tam know-how. Poziom alienacji mieszkających tu ludzi jest wielki, co skutkuje wykuwaniem ich duchowej wrażliwości narzędziami tak precyzyjnymi jak skalpel i jak tylko zaoferować to mogą najnowsze technologie. Wiesz kiedy masz powiedzieć „cześć”, a kiedy na pięcie odwrócić się do swych spraw, w których znajdujesz pocieszenie. Wiesz, kiedy ktoś wkłada ci petardę w dupę, a kiedy sam chowasz głowę w piasek. Ludzie tu osiągnęli w swych dziedzinach tak wysoki poziom specjalizacji, że nie sposób już wspólnie zgrzytać zębami ze strachu. A tego strachu jest coraz więcej i kto tego nie widzi, powinien pójść na molo w Sopocie, na sam koniec, i poczuć jak się sprawy mają.
Niektórzy z zewnątrz chcą mieć z nami romans. Proszę ciebie, ochota nie wystarczy. Cztery lata i więcej, każdy w swoich książkach i już nie czujesz, aby to był w większości przypadków najlepszy pomysł. Poza tym całe libido pochłania specjalizacja i troska, by nikt ci nie zawracał. Nie ma tu charyzmy między ludźmi. Wkrótce Euro 2012, a jedyne czego chcesz to by hulała twoja własna, mała, zakręcona transcendencja. Kibole przejmą to miasto, które jest zwyczajnie bezecne, puste i jałowe. Zobaczycie.

Czego, kocie!?

Koty wiedzą czego chcą - czułości. Ubrane w białe koszule wyciągają ku sobie łapki. Są szczęśliwe, ponieważ mają dokładnie to czego chcą, słodkie sny. Nie straszne im spodziewane talibowe ataki. Wyobraźnia ich czułości jest większa i bardziej niedozwolona. Razem tworzą niezawodne figury nieprzedstawialnego. Są ucieleśnieniem zmieniającej się w czasie rozmaitości sposobu okazywania sobie uczuć. Są dobrze dobrane, wtulają się w siebie tak, że nawet powietrze, które przepływa między nimi jest pełne przelewającego się, bezwarunkowego ciepła. W każdej przybieranej przez nie konfiguracji kołyszą się na granicy rzeczywistości i odżywczego letargu. Można je mianować na kaprala setki, a nawet tysiące razy i nic sobie z tego nie zrobią.

Sarunia

Sarunia była zabiedzoną Żydówką, która skończyła awionetką w różowej pościeli w kratkę. Paulina Czartoryska i jej koleżanka, Tyszkiewicz, opowiadały sobie jej historię, wracając z Meskala po dwóch piwkach, które wypiła Paulina. Gdy okazało się, że nie ma wyjścia, że…że…kamienica, w której mieszkała Sarunia została zburzona, a wcześniej zabiedzona dokładnie tak jak ona, wszelki ślad po niej, po obu, zaginął. Wtedy pojawiła się historia o ananasie, który Sarunia przyniosła Tyszkiewiczowej na pierwsze w jej życiu kinderparty. Sarunia przyszła ubrana w białą sukienkę uszytą z firan przez całą imprezę kłamała jak najęta. Tyszkiewicz miała sen, w którym to przewidziała, że Saruni coś się stanie. I faktycznie, nie minęło kilka dni, a potrącił ją samochód. Rozpłatany ananas na zawsze stał się symbolem tego nieszczęśliwego wypadku. Potem zaczęły odliczać samochody. Dwudziesty piąty miał przypaść ich wspólnej wycieczce. Miały w niego wsiąść i wreszcie stąd wyjechać. Camus twierdzi, Czartoryska powiada, że przyjaciel to jest obecność bez frazesów. Cóż, okazało się, że w ich znajomości jest pełno frazesów rodem z arystokracji.
                                                                                                 Poznań, 23.04.2012, g. 22.43


Przyślij mi kartkę

Przyślij mi kartkę…Za taką formą
Obecności tęsknię…Każde twe słowo
Chce mieć na papierze,
Nie obudzę się jeszcze

Przyślij mi kartkę…Socjeta z fejsa nie poszła spać jeszcze
Lepiej zrób mi dobrze, ja ich wcale nie chcę
Skądkolwiek pochodzą moje niepokoje
Bez karki nie zasnę. Marcel.

wtorek, 10 kwietnia 2012

INACZEJ




Z różnymi instytucjami się kontaktuje
A z każdą inaczej
Jeśli tego nie rozumiesz to znaczy
Że twoja stara złapała gumę

Inaczej mówię w sklepie z cytrynami „dzień dobry”
Inaczej do koleżanki, powiem „Cześć stara i pozdro!”
Inaczej napiszę do miejskiego urzędu
Inaczej wszystko inaczej z panami na komendzie

Instytucje są jak lawa, co z góry na nas spada
Z każdą nauczyć się trzeba po prostu rozmawiać
wiedzieć co i jak gdy patrząc na ciebie uderzy
być przygotowanym na gadkę o mięsnym jeżu

Inaczej inaczej odezwę się do studenta
Do dzięcioła w lesie ze stopniem doktora
Do Pani Marioli z Sekretariatu
Do Pana Pirata, kurcze blade, inaczej!

Czasem człowiek gubi się w tym wszechświecie zwrotów
Nie wszystko trzeba pamiętać, czasem wystarczy dobra wola
I pomocna ręka, kiedy coś się nie układa po naszej myśli
Czasem człowiek musi wykonać na sobie egzorcyzmy
Zwrócić się do siebie z szacunkiem jak do nieba i ziemi
I nigdy nie zapomnieć skąd się wziął na tej dzielni!!!

Skąd się wziął na tej dzielni...