niedziela, 27 stycznia 2013

RAKIETY Z MIAMI


Jedyne, co Brice lubiła robić w Polsce, to zbierać grzyby. Ta drobna przyjemność antycypowała zresztą wielką sprawę. Grzyby nie mówiły po polsku, ich kształty przypominały rakiety, w każdej chwili gotowe do oderwania z Ziemi. 

Brice nigdy nie musiała zapuszczać się głęboko w las, żeby znaleźć grzyby. Co więcej, one same wychylały się ku niej z marginesów lasu, zupełnie jakby na nią czekały, ukrywając się przed lokalną biedotą. Dziewczyna nie miała nic przeciwko, aby traktować nagłe zboczenia z głównej drogi – drobne wtargnięcia w niewytyczone połacie lasu – w kategoriach przeznaczenia. Jej apetyt na przyrodę w niespotykanej formie zaspokajały zwłaszcza nowe gatunki, na które trafiała znacznie częściej niż inni ludzie. Gdy z gęstwy lasu wychylił się nagle długi, smagły trzon, naturalnie poszarzały barwą, której tak niewiele było w naturze, nie mogła powstrzymać ekscytacji. Jeden prowadził do drugiego, drugi do następnego. Ostatecznie okazywało się jednak, że jest ich wiele.

To, co działo się ostatnio w polskim rządzie, smuciło Brice. Posłowie i posłanki. Szkoda słów na relacje. Większość z nich odrzuciła z niesmakiem trzy projekty o związkach partnerskich, obnażając przy tym niski poziom zrozumienia otaczającej ich rzeczywistości. Chociaż Brice zawsze mogła liczyć na grzyby, a grzyby na nią, sympatyzowała z ideą związków partnerskich w Polsce, a także tymi, którzy ją popierali. Czas było zrobić coś dobrego dla tych, którzy przywiązywali się do osobników ludzkich, a ponadto bardzo często tej samej płci. Dlatego, gdy śledziła bieżące wydarzenia w kraju oraz reakcje na nie ludzi, miała ochotę rzucić w rząd wielkim białym tortem. Rząd okazał się nienażartym łasuchem, dlatego – tak –  miała ochotę rozkrwawić tortem lico sejmowego budynku: „Masz, żryj!”. 

Plaża w Miami o nieokreślonej porze dnia. Jej czas już się zbliżał. Z brzegu widziała drugi brzeg, a na nim usadzone pionowo dwie rakiety, gotowe do startu. Obok niej w pisaku o barwie i fakturze rozkruszonego owsianego ciasteczka zaryła kobiałka z prowiantem, którym będzie żywić się w innym wymiarze. Od tego momentu słyszy już tylko potężny huk rakiet gotowych do startu. Fale uderzają o brzeg jak śmigła. Nie przypominają już ziemskiej wody. Są silne, ale spokojne. Nie takie bezbronne jak grzyby. Idealna dieta dla panny, która pragnie osiągnąć stan oderwania od rzeczywistości.