środa, 27 marca 2013

KONKURS





Na arenie Międzynarodowych Stosunków Artystycznych ogłoszony został konkurs, który miał uświetnić gościnne występy gwiazd. Zerwały się ze skórzanych foteli wysoko postawione pracownice banku. Klienci notarialni w chwili ogłoszenia konkursu zaprzestali podpisywania aktów. Nie widząc dla siebie konkurencji uczelnie artystyczne śmiały się w głos. Potencjalni sponsorzy wydarzenia zamierzali pojawić się incognito, aby sprawdzić efekty swoich dotychczas poukrywanych w szufladach talentów. Tym bardziej, że nagrodą była…najwspanialsza na świecie niespodzianka. 

Gdy nadszedł dzień występów okazało się, że widownia areny była po brzegi pełna! Przyszli pracownicy firm i korporacji, dyrektorzy publicznych instytucji kultury oraz pomniejsi posiadacze rozmaitej maści. Opasłe to w większości towarzystwo o nalanych twarzach. Przybyły też pnące się po szczeblach kariery zawodowej bezwzględne młode kobiety, którym przemiany materii można jedynie pozazdrościć. Zjawiły się złaknione rozrywki setki: indywidua, ich sobowtóry, artysty we własnej osobie oraz ci, którzy sztuki nie rozumieją ani w ząb. A jednak przyszli – wszyscy – bo pokazy były otwarte, darmowe i zaplanowane pod kątem każdego. Tylko chętnych do udziału w konkursie nagle zabrało. Podobnie jak podstawowego zmysłu organizacji, w postaci chociażby ogłoszenia reguł, wyznaczenia jury i nagrody, o której już nie wspominano. Nikt nic nie wie. Skąd my to znamy.

Ale nie. Przepraszam. Oto z szóstego rzędu, miejsce trzecie, w sektorze A, wstaje osoba i kierowana reflektorem jak zahipnotyzowana wychodzi na sam środek piaszczystej sceny, gdzie tańczące panie już rozgrzewają publiczność. Ciekawość i agresja rodzą się po stronie publiczności. Co to się wplątało pomiędzy tak szykowne i rozmaite suknie z wycięciami! Pomiędzy te długie nogi na obcasach obsypanych brokatem! Kto śmie zakłócać nasze lokalne Rio de Janeiro!? Ale właściwie to przebieg wydarzenia wcale nie został przerwany. Uległ jedynie skromnej modyfikacji. Chętna do konkursu nieśmiało, acz chyba odważnie przedziera się przez wykonawczynie choreograficznych układów. Co prawda raz po raz nachylają się do niej, ale nie zaprzestają wykonywania artystycznych czynności w rytm żywiołowej muzyki.

Nikt chyba też się nie spodziewał, że konkurs będzie przebiegać za karmazynową kotarą zaczerpnięta z cyrkowego wozu, który zbankrutował w zeszłym tygodniu. Nikt z was nie przypuszczał, że stanie się w ten sposób członkiem tajnych obrad jury, które w takich okolicznościach ujawniło częściową bezradność. Nie widzi wcale o jakim to charakterze działania podejmowane są przez uczestniczkę konkursu, a ona sama nie wie, co podlega ocenie. Dostać się za kotarę podczas eskalacji zjawiska sztuki to prawdziwy wyczyn. Przemienić kwiz w rewię, w której tancerki się zmieniają, a publiczność nie wie, czy ona tylko obchodzi je za kulisami, czy też może całuje w policzek, aby dodać otuchy, to jakaś nowa kategoria rekordu. Kto teraz odgadnie czy walka toczy się o złote kalesony, czy też może stawką jest tu coś zupełnie innego? Z tymi pytaniami pozostawiam was samych.

wtorek, 26 marca 2013

DARCIE KOTA






Na ścieżce z podziurawionego betonu uszu kobiet dobiegł dziwny wrzask. Wyprzedził tego, kto go wydawał, a je zatrzymał w bezruchu. Drogę zastąpił im kot, a raczej stwór z rodziny kotów. Mniejszy od tygrysa, zdecydowanie mniejszy. Większy od dachowca, zdecydowanie większy. Lecz umaszczony jak on, w popielate pręgi, nieco rozciągnięte i miejscami, zwłaszcza w okolicach paszczy i oczu, też rdzawe.


Już po dachowcu. Właśnie przepłoszył go w pokrzywy, a teraz, w odchylonej do tyłu pozie, czaił się do skoku na bezbronne panie, a może sam wzbraniał przed niebezpieczeństwem. Matka, mimo że bardzo lubi zwierzęta, zdążyła już cofnąć się z powrotem do domu. („Ja tu dłużej nie zostanę! Zaraz ogłuchnę!”). Wywoływane przez niespotykany gatunek wrażenia akustyczne nie stanęły jednak na przeszkodzie córce, która postanowiła nie spóźnić się na pociąg. Kot czmychnął, kiedy tylko ruszyła mu naprzeciw.

  Mamo, jego już nie ma. Pobiegł w swą stronę. Rozpłynął się w słońcu – zadzwoniła z ulicy, aby ją uspokoić.
 – Naprawdę nie wiem, skąd on się wziął na tym podwórzu – usłyszała w odpowiedzi. – Ale to nieważne. Nie ważne jak ja się czuję. Zostanę tu sobie jeszcze trochę. Jestem tak roztrzęsiona. Weź mojego fiata i jedź sama na dworzec, kochanie. Kluczyki masz zresztą w plecaku. Może dojadę. Zobaczę.
  W każdym razie nie masz się już czego obawiać, mamo. Tego kota nie ma już tu. Rozumiesz?
– Tak tylko mówisz, żeby mnie uspokoić. To niepotrzebne. Ktoś go jednak musiał wpuścić do ogrodu babci i teraz tak łatwo sobie od nas nie pójdzie. Uważaj na siebie w podróży, dobrze?

Jedyne do czego matka mogła porównać kota to tropikalny pająk w nie swojej krainie i nieco innej pozie. Myślała teraz o nim. Jak mimo wszelkich cywilizacyjnych zabezpieczeń udaje mu się dostać do domu. Na nic tu zbyt małe szczeliny w podłodze oraz zbyt wąskie kratki wentylacyjne, które nie są w stanie przepuścić tak dużego odwłoka. Zagrożenie zawsze da sobie radę jeśli tak postanowi. Skoro raz zaskoczył im drogę, równie dobrze mógł się znaleźć na włączniku od światła, w którąś ciemną noc. „Kto ma instynkt samozachowawczy niechaj zawsze z niego korzysta”. Taka była rada babuni.

Dzień był świetlisty, chłodny. Jeden z pierwszych wiosennych dni. Zwały śniegu wciąż zalegały na chodnikach i drogach. Aby dostać się do samochodu, Dorota musiała najpierw odgruzować go z szarej, zlodowaciałej skorupy, ze wszystkich stron pokrywającej opony. Spojrzała na zegarek. Miała jeszcze dwadzieścia minut do odjazdu pociągu. Przesuwając skrobaczką po szybie myślała o matce. Nie łatwo ją było przekonać do czegokolwiek, gdy miała swoje plany, z którymi, nie chcąc wystawiać siebie na pośmiewisko i zranienie, wolała się przed nią nie zdradzać. Nie raz się zdarzało, że ojciec niespodzianie wkraczał do akcji i na oczach wszystkich wyrzucał przez okno kolejnego przypadkowego kawalera, który zainteresował się matką. Babka udawała wtedy, że tego nie widzi i nie słyszy, ale tak naprawdę, nie lubiąc ojca, zawsze chętnie kryła matkę, która jako jej córka, wydawała jej się bardziej interesująca.

 Perdoname…

Nie czekając na reakcję z jej strony, do fiata zaczął gramolić się mężczyzna. Chociaż sam był raczej drobny, dostanie się do wnętrza sprawiało mu wiele kłopotu. Może dlatego, że nie był do końca trzeźwy. Zdążyła się zorientować, że był w typie facetów, którym chętnie przez nich noszone za duże puchowe kurtki ze śliskiego materiału bardzo krępują ruchy, czyniąc każdy z nich jeszcze bardziej śmiesznym od poprzedniego.
– Kim pan jest? Co pan robi? Gdzie pan się pcha? Co za pokraka! – zareagowała ostro, próbując mu wzbronić wejścia.
– Szefowa, gdzie pani jedzie? Podwiezie mnie kawałek? Jestem Vivaldi, kawaler maltański. Farba, erba, master, wesele, lub impreska też na mnie wołają.
Mimo jej nalegań udało mu się już przepchnąć do tyłu i zająć miejsce.
– Pan w tym samochodzie jest jak pomięta egipska rzeźba – wykrzyknęła, a w jej głosie czuć było bezradność kogoś, kto próbuje coś wyrazić przed osobą, która, podobnie jej matka, prędzej zniszczy siebie niż weźmie pod uwagę zdanie innych.
– Jeśli natychmiast nie wyjdzie pan z samochodu, wzywam policję.

Rozprzestrzeniał ręce na boki. Ale tak, że jedynie powietrze między nimi mogło skojarzyć ich niezgrabne ruchy z ptasimi skrzydłami, a może raczej nieuwitym gniazdem. Cofając auto w przeciwnym kierunku, obserwowała jak niknął za furtką, od której stopniowo się oddalała, dopuszczając do świadomości fragmenty swojego własnego życia. Wśród nich nurtowała ją propozycja wzięcia udziału w orgii, złożona niedawno przez pewną kobietę, zdradzającą pociąg do ludzi o ciekawych genderach. Było też ostrzeżenie przyjaciółki przed mężczyznami, którzy dla osiągnięcia swych celów zlekceważą w takich okolicznościach nie tylko przepisy BHP. Był jej własny lekkomyślny stosunek do zaproszenia. Nieposkromiony Merkury, który ostatnimi czasy napierdalał chyba zbyt nisko przy ziemi, wywierając presje na ludzkich psyche. Taksówkarze wywożący klientów w przeciwnych kierunkach do zaplanowanych. Pełnia i widoczne na księżycu ciemne  plamki. Przez taką aurę przebijała się po to, aby na jakiś czas opuścić miasto przedsiębiorców na Zachodzie Polski. Wydawało jej się, iż jego niematerialne strzępki będzie mogła wywieźć Bachusem na Północ bez ponoszenia żadnych kosztów.

Do Bydgoszczy w przedziale siedziała z nim młoda kobieta. Na wspólnie dzielonym odcinku podróży wykonał telefon, informując swą rozmówczynię o chaosie, jaki panował na dworcu i o tym, co możliwe jest tylko w Polsce. Wracając do żony, nadal miał ją przed oczami, fantazjując, że gdyby posiadał więcej pieniędzy, to jechałby z nią pierwszą klasą, nosił usztywnioną koszulę oraz spodnie w kant. Kupiłby sobie również nową czarną kurtkę ze śliskiego materiału i jeszcze głośniej rozmawiał przez telefon…tym razem serwując może coś w temacie jego wyrozumiałości oraz dobroci względem kobiet. Napiliby się razem czerwonego wina. Ona również przez chwilę miała przed oczami jego twarz, lecz zamiast widzenia jej twardymi kategoriami, stała się ona częścią niezobowiązującej wyobrażeniowej konstelacji, w której na siedzeniu PKP, w miejscu współpasażera pojawiła się czarna małpa w koszu plażowym. Ta ulotna transformacja zachodziła pod zmrużonym okiem Doroty.

Pociąg gwałtownie wyhamował.  Za oknem jeszcze trochę skrzyły się połacie śniegu. Tory musiały poplątać się po drodze, albo co? Najbardziej niezdeterminowana figura to…próbowała teraz skupić się na artykule, który pisała do czasopisma naukowego, ale słowa nie przychodziły. Pociąg znów ruszył. Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawiło się za stacją Laskowice Pomorskie, kiedy nagle za drzwi od przedziału szarpnął chłopak
– Ej, sorry, czy masz może papierosa?
Natychmiast zauważyła, iż był on średniego wzrostu. Spodnie moro. Zielona kurta. Czapka z daszkiem. Typ ryży. Około 30 lat. Twarz mocno pokiereszowana. Wzrok etatowego psychopaty na trasie.
 – Muszę sprawdzić…
Usiadł naprzeciwko niej i podczas, gdy przeczesywała plecak, próbując ukryć zdenerwowanie i obmyślając taktykę pozbycia się go z przedziału przy jednoczesnym ocaleniu własnej skóry, on zaczął ją zagadywać.
– Czy uważasz, że jestem podobny do Ala Pacino? Wracam z Warszawy tak w ogóle. Przejebaliśmy trzy do zera.
– Nie wiem, kim jest Al Pacino.
Najwyraźniej był taką odpowiedzią mile zaskoczony.
– Czy możemy umówić się tak, że ponieważ mam bardzo dużo pracy, jak skoczymy palić  zostawisz mnie samą?
Miała teraz nadzieje, że dym papierosowy przywoła konduktora, co pozwoli jej opuścić przedział w okolicznościach, które nie pozwolą mu wykorzystać jej strachu przeciwko niej.
Zgodził się na taką umowę.
– Niedawno rzuciła mnie moja dziewczyna, Patrycja Markowska. To jest, kurwa, wielka szkoda, że Jan Paweł II już nie żyje, wiesz; I bardzo cieszę się, że jestem Polakiem, a nie jakimś tam Cyganem, albo Żydem.
– Gdybyś był Indianinem to cieszyłbyś się z tego powodu tak samo.
– Fajna z ciebie dziewczyna! Lubię takie naturalne. Powiedź, czy jesteś zainteresowana męską anatomią?
Nachylił się do niej zadając to pytanie.
– Mówiąc szczerze nie specjalnie – odparła głośniej niż zamierzała.
– Ej, no spokojnie, przecież tylko rozmawiamy.
Nie wiedząc, co robić dalej w tej sytuacji, uchyliła okno. Odgłos pędzącego pociągu zagłuszał jego słowa, w jakiś sposób przypominając krzyk zwierza napotkanego pod domem babci. Nie słyszała wyraźnie, kiedy chłopak mówił o swoim podobieństwie do Tuska. Żeby nie być gołosłownym wyciągnął zresztą dowód osobisty. Sczytała z niego imię i nazwisko. Sebastian Tomasz. Na zdjęciu nie wyglądał tak przerażająco jak w rzeczywistości. Twarz, która wyłania się z sennego koszmaru. Nie miał tego paskudnego zajada na dolnej wardze. Znów popłynął siarczysty strumień świadomości. Podejrzewała go o schizofrenię poalkoholową. Mógł być również pod wpływem narkotyków. Podała mu puszkę po Pepsi, aby mógł zgasić papierosa i wyjść. On jednak chciał się z niej napić.
– Nie pij tego. Tam jest popiół – ostrzegła go.
– Aha. Dzięki.
– Czy możemy zrobić tak jak się przed chwilą umawialiśmy?
  Możemy.
Wstał i na odchodnym zapytał ją jeszcze czy zna radio RMF Max.
Zaprzeczyła.
– To świetne radio. Posłuchaj se. Cześć.

Przez moment siedziałam sparaliżowana. Tak chyba czują się ofiary. Kobiety, które w dzieciństwie zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Kobiety, którym w związku z tym w dorosłym życiu Vivaldi może mylić się z Bachem. Wiedziałam z całą pewnością, że miałam do czynienia z człowiekiem agresywnym i nieobliczalnym, który w każdej chwili mógł wyjąć z kieszeni nóż, albo strzykawkę. Ciągle się słyszy tego typu historie. Z jakiegoś względu nie brałam dotąd pod uwagę, że może mi się przytrafić podobna. Może tu chodzi o słoneczne wychowanie? Nie potrafię powiedzieć. Chociaż udało mi się zachować zimną krew, jaką mogłam mieć gwarancję, że nie zostanę zaatakowana? Postanowiłam zmienić przedział. On mógł wrócić po mnie w każdej chwili.

W ostatnim wagonie kolejne przedziały świeciły pustkami. Kobieta szła korytarzem, słysząc odgłos własnych kroków, a raczej skrzypienie gumowych podeszew butów o wykładzinę. Na ekranie komórki cztery nieodebrane połączenia. Od matki. I oto kolejne, które fakt, że ona chodzi zagłusza tą irytującą popularną melodią na skrzypce. Wiosna potrafi wykańczać.

wtorek, 5 marca 2013

Krótki esej o dwóch typach męskości




Mężczyzna, który nadal chce prowadzić w tańcu, który od początku narzuca ten sam, od wieków znany w kulturze, patriarchalny porządek i ton, w konsekwencji doprowadza do obkurczenia płuc u kobiety. Ponieważ jego męskość jest oślepiona, kobieta nie może złapać oddechu.  Męskość typu patriarchalnego potrzebuje budować się wszelkimi przyznanymi sobie formami, które pozwolą reprezentującemu ją mężczyźnie obezwładnić kobietę – ususzyć ją w jej ogromnym pragnieniu kierowanym w jego stronę. Mężczyzna, o którym piszę, wzrastał w pewności co do swego powołania do roli strażnika patriarchalnego porządku oraz przewodnika kobiety i ze względu na zabezpieczenie swoich potrzeb oraz interesów na pewno łatwo z tej roli nie zrezygnuje. Tym samym jednak nie widzi on różnicy. Jest przeznaczony dla kobiety, która jedynie gwoli wyjątku potrafi docenić różnicę, przez resztę czasu zgadza się być gwałconą. W jego przypadku różnica sprowadza się do tego, iż potulny, bardzo często dobrze wykarmiony (typ fizjologiczny i fizjonomiczny zarazem) okazuje się skurwysynem, który w dogodnym dla siebie momencie nie będzie wahał się podnieść ręki na kobietę celem utrzymania swoich przywilejów i podniet. Dlaczego? Ponieważ ani nie widzi ani nie rozumie ponad to czym sam jest. Jego oko jest bardzo selektywne. Jego ciało „wie” – jest zaprogramowane do tego, by spożytkować to, co widzi i co dla siebie wybiera niczym myśliwy, który często niewiele musi uczynić prócz tych kilku niezgrabnych kroków tanecznych. Niewątpliwie jest bardzo wiele kobiet, które nie zapewniając  własnej erotycznej bytności bezpieczeństwa i wolności, potrzebują znajdować się w ochronnej orbicie męskości patriarchalnej. Gdy przychodzi co do czego, nie potrafią oprzeć się jej zniewalającej sile.

Jest jednak inny typ męskości, która - zamiast analizowania jej z dystansu - zaprasza do wdania się ze sobą w relację. Jest to męskość Innego, która unieważnia patriarchalny porządek, potrafi radzić sobie z nim w sposób zarówno dla kobiet jak i mężczyzn fascynujący, bądź też obraca go i samą siebie w żart. Jest to ten typ męskości, o której na szczęście nigdy nie wiadomo, czego można się po niej (ta feminizacja nie jest przypadkowa) spodziewać – i wcale nie mam tu akurat na myśli homoseksualizmu męskiego. Mężczyzna, który reprezentuje męskość poróżniającą patriarchalny porządek, nie wypiera w sobie ani elementu kobiecego, ani homoerotycznego. Tak jak zainteresowanie kobiet nie jest jedynym i najważniejszym wyznacznikiem jego tożsamości, tak zainteresowanie mężczyzn nie stanowi dla owej tożsamości zagrożenia. Tego typu męskość dla nikogo nie stanowi zresztą zagrożenia: nie syci się szkodliwymi archetypami dla społecznego zbudowania siebie. Nikomu siebie nie narzuca w postaci gotowej oczywistości (to niezręczne sformułowanie jest tu jednak na miejscu).  Do tej oczywistości społeczeństwa patriarchalne zostały przyzwyczajone, nie zostały jednak nadal nauczone jak doceniać możliwości jej kwestionowania. Prędzej z powodu własnego lenistwa zaakceptują ją niż coś, co się wymyka grubo ciosanym ramom mentalnym oraz (nie)wygodnym dybom.

W obrębie męskości drugiego typu kipi ontologia erotycznych wydarzeń. Chciałabym teraz opisać jedno z nich. Nic mi nie przeszkadza penis takiego mężczyzny. Może on zwisać nawet z nieba. Póki sprawa, że będziemy w stanie uważnie i z narastającym napięciem śledzić własne nim zainteresowanie, czy też oczekiwać jego zmaterializowania się w okolicach naszych łóżek i bioder. Penis, który przekraczając ramy własnej materialności, sprawia, że porządek patriarchalny przewraca się w grobie jest na wagę złota. Penis, który pojawia się i znika wraz z pragnieniem, które go kształtuje i które on naśladuje. Patrząc na niego i dotykając go, możemy już tylko śmiać się z pragnienia władzy, z którego on potrafi zrobić teatr, które potrafi inkorporować i obnażyć jako niegroźną konwencję. To znaczy również, że penis, o którego w pierwszej kolejności zabiega moja wyobraźnia, nie jest stale OBECNY – jest w czasie o wiele bardziej niż w cenie. Męskość tego typu zasługuje, by postawić przy niej krzesło i zastanowić się nad nią…może nawet wykonać kilka telefonów w jej sprawie. Kilka delikatnych, a konkretnych ruchów. Telefonów i ruchów niekoniecznie absorbujących osoby postronne, które będą dopytywać „o jakie chodzi tu wydarzenie?” Na szczęście również pozostaje wiele kobiet, które lgnąć będą do tego typu wydarzenia – będą je wspólnie i na osobności obmyślać,  chodzić własnymi drogami, mając na uwadze, że erotyzm to jest medium o niespotykanej mocy.

Appendix

A co z wolnością? Erotyzm jest niewymuszony, a w gruncie rzeczy skłonność kobiet lub mężczyzn do jednego i drugiego typu męskości taka powinna być. Nie da się nikogo przeciągnąć wbrew jego/jej woli na swą stronę. Nikogo oczywiście nie namawiam do przeciągania na stronę patriarchalizmu.  Choć warto probówbować przeciągać do wolności, trzeba również pamiętać, iż takie zmaganie może prowadzić do ogromnego i ostatecznie niepotrzebengo wydatkowania psychicznych sił. Idealna byłaby to sytuacja, gdyby to nasze erotyczne fantazje, wyobrażenia, pragnienia kształtowały społeczne bycie erotyzmu, męskości i kobiecości, a nie przeważająco na odwrót. W przeciwnym wypadku kobiety i mężczyźni odgrywają swoje małe apokalipsy, które prowadzą do wielkich społecznych katastrof: rozpadów w rodzinie, pęknięć w związkach, zakłamania, frustracji, wzajemnego niezrozumienia, fikcyjnych przyjemności, perspektywicznego nieszczęścia. Kobiety, które potrzebują patriarchalnej matrycy, poza nią stają się zdezorientowane. Wraz z jej utratą, zarówno ich wolność jak i zdolność do szczęścia stają pod znakiem zapytania. Mogą wyglądać ku Innemu, gdy z drugiej strony mają się o co zaczepić: gdy ich atawizmy pozostają zabezpieczone: gdy ich oczy dostrzegają kandydatów na ojców dla ich dzieci. Niebo łatwo okadzić, równie łatwo okazać się ono może walącym się sufitem, który trzeba nareperować; sączący się potencjał i obfitość erotyzmu – życia w ogóle – nijak mają się do materialnych potrzeb oraz pewnego pojęcia poczucia bezpieczeństwa kobiet. Życie ludzi-gałganów, ludzi-umysłowo-pofałdowanych zagrożone jest z kolei przez neoliberalny popęd kultury patriarchalnej. Gdy jedni wchodzą drugim w paradę, to prawie gwarant, że będą z tego niezłe jaja.

niedziela, 3 marca 2013

AFORYZMY OBIADOWE





Za mój obiad płacę sama zleconą podróżą do przeszłości

Podpiwniczona jadalnia, u wejścia której wisi szyld OBIAD POD OTWARTYM NIEBEM.

Nie jest grzecznie śmiać się z osób, których nie stać na wykupienie obiadu, a jednak nie trzeba od razu patrzeć prosto w talerz chlebodawcom

Obecność jest łaską tylko wtedy, gdy dziesięć minut potrzebne na zjedzenie obiadu nie jest zakłócane obecnością szefa bądź szefowej spoglądających nam w talerze

Na kaca dobre są elegancko podane klopsiki, ziemniaczki, suróweczka.

Twarz matki na obiedzie może przypominać o jego kontynuacyjności

Krążyć bezowocnie wokół stołówki to jak trwonić czas w poszukiwaniu straconego czasu

Długo będę pamiętać nasz wspólny obiad przerywany konsumpcyjnym milczeniem

Krojenie jedzenia przypomina bezbolesną operację