środa, 18 września 2013

Ble bla skyway festival w Toruniu


Wieczorem, na stole w klaustrofobicznym pokoiku gościnnym w CSW w Toruniu znalazłam paczkę nienapompowanych, kolorowych baloników. A więc tak zaczyna się dzień bez Hala Fostera, pomyślałam rozregulowując zegarek, a także odnosząc się do okołoobiadowej rozmowy z Izą Kowalczyk. Dotyczyła ona nowych kierunków w historii sztuce. Po jednym piwku zaczęłyśmy snuć fantazje na ten temat - bliskie ułożenia wstępnego programu - które u jednej bardziej wynikały z doświadczenia, u drugiej z intuicji. Zaczęło się od tego, że w emocjonalnym tonie oznajmiłam Izie, że dość mam presji związanej z budowaniem własnego miko-kosmosu naukowego w oparciu o zachodnie wzorce, autorytety, znane nazwiska pokroju Hal Foster, Rosalinda Krauss, Benjamin Buchloh, Yves-Alain Bois i wielu wielu innych, którzy bezlitośnie gospodarują czasem ambitnych doktorantów (i nie tylko, oczywiście) dziedziny, która nie zawsze bywa przyjemna i sympatyczna. Bywa również żmudna, a w końcowym efekcie pretensjonalna. Któż z nas, chcąc zabrzmieć mądrze, nie upycha tych nazwisk już na wstępach swoich tekstów krytycznych? Osobiście zawsze mnie to irytowało. Kojarzy mi się z własną niudolnością czy też nieśmiałością intelektualną, a zatem może przede wszystkim z oznaką kompleksu wobec Zachodu. Potęga autorytetów w świecie akademickim okazuje się zjawiskiem tak samo nośnym jak potęga wizerunków w sztuce... To tak w skrócie. Iza miała na ten temat własne, ciekawe przemyślenia, związane m.in. z poczuciem blokowania jej naukowej kreatywności przez polskie, światłe skądinąd środowisko akademickie. W każdym razie temat rzeka, którego nie będę teraz rozwiajać.

Za oknem Centrum zaczęła rozbrzmiewać muzyka. Czy to koncert Vangelisa, pomyślałam, słysząc podniosłe tony skrzypiec z syntezatora. Muzyka środka, spektakluarna, wabiąca tłumy atrakcja na wielką skalę. U mnie uruchamiała czułe struny społecznej fobi do tego stopnia, że zaczęłam pompować baloniki, które uznałam za swoje, aby czym prędzej zobaczyć, co się dzieje w mieście. BELLA SKYWAY FESTIVAL http://www.bellaskyway.pl/pl/idea-festiwalu/. O jak dużo tego piękna w Toruniu! Uświadomiałam to sobie w kontekście wystawy "Prz*p*ękne, aż nie*rawd*iwe!" która na dniach zostanie otwarta w CSW. Tymczasem okazało się, że coś krzywo wdmuchuję powietrze w te balony i wychodzą jakieś dziwne, żeby nie powiedzieć wulgarne kształty. Balonowe genitalia. Od razu powstał alternatywny festiwal BLE BLA. Pomalowałam na czarno kartkę papieru do drukarki i gotowa była ulotka. Wzięłam pęk tych balonów, owinęłam sobie wokół ręki  i poszłam nieść radosną nowinę.




Spodziewałby się teraz kto, że jako krytyczna sztuki zrelacjonuję to wydarzenie. A tu jest strona internetowa,  http://www.bellaskyway.pl/pl/idea-festiwalu/ , kto bystry to starczy by sobie wyrobił własne zdanie. Wodiczkę też znacie. Po prostu mi się nie chcę. Za dużo pułapek. Jeszcze nie użyję zwrotu "społeczeństwo spektaklu" i wyjdzie, że jestem nieuk.

Na zdjęciu powyżej nie widać układu choreograficznego, który towarzyszył temu wydarzeniu. Otoż pan stoi za plecami pani i przyciska ją do siebie. Moje baloniki! Takie piękne wizualizacje, a ja na każdym kroku przeżywam traumę związaną z tym widokiem.
O, na tym zdjęciu tez nie widać tego, o czym piszę, ale gwarantuję, że tak właśnie było.

Rój balonów uleciał w powietrze jak pszczoły, które zaczęły oblatywać wieżę kościoła św. Ducha niczym własny ul.  Pani Bozia je poprzebijała w górze, dlatego ich nie widać. Oto są nowe kategorie historii sztuki. Oto są żywe sakralne uczucia: gnój barw na wieży!




Wasz czas się skończył. Pszczoły wracajcie z powrotem do pokoju...
Sponsorem Ble Bla Festival był niedoczas. Patronem medialnym baloniki genitalne.
ps. kto takie zrobi wygrywa nagrodę główną Maji: światełka na choinę, wszak już wkrótce wielkanoc!