wtorek, 11 marca 2014

Bazylika Żydów Amerykańskich w Rauschenbergu





Mniejsza o to, czy Bob znał scenę z Procesu, w której K. patrzył na rycerza z obrazka w katedrze. Bob nie był w katedrze, tylko w bazylice. Nie był gotowy na konfrontacje z rycerzem. Spodziewał się faceta z pejsami. Skrycie miał nadzieje, że jak wleci po schodach na górę, to coś się wydarzy mimo, że tym razem nie wziął ze sobą butelki Jacka Danielsa. Wzywając go na dach o 7 nad ranem rabin tego zresztą od niego nie oczekiwał. Chciał, żeby Bob był przy pracach konserwatorskich i nic więcej. and Here he goes. Nie da o sobie powiedzieć „śmieciarz-poczciwina”, a jeśli nawet temat zejdzie na Johnsa, zmieni go na inny. 

„Babcia bazylika w białych szatach muru” taka była pierwsza myśl Boba, po przekroczeniu progu bazyliki. Jak samo piekło drążyła ona króliczą norę skumulowanej w nich historii narodu. „Kiedyś była synagogą – budowlą, która często przypomina fundament, a teraz jest dachem pozbawionym fundamentu. Coś w tym stylu”. Tak właśnie myślał Bob, któremu marzyło się zabrać Żydom dach synagogi i zrobić z niego obraz kombinowany – największy jaki udało mu się dotychczas zrobić. Jego marzenia rosły niebezpiecznie z każdym krokiem w górę, aż zobaczył dach z perspektywy, w której nie było widać ziemi ani reszty świata, tylko wielkie kominy i pejsy rabina. 

                                          Monogram, 1955-59, Freestanding

Rabin wreszcie zebrał się i powiedział, że chodzi mu konserwacje myśli puszczonych, czyli takich, które nie mogłyby stać się przedmiotem żadnego uczonego wykładu, a które zarazem umacniałyby poczucie żydowskiej wspólnoty. Ok, yeah, why not, powiedział Bob. Jego żydowski akcent był naprawdę znikomy. „Zrobię konserwację waszych dekoracji na dachu Bazyliki. Mogę również dodać coś od siebie.” „Co takiego?” pyta rabin. „Powiedzmy, że będzie to obraz zwierzęcych głów koszernych zwierząt. Albo mam lepszy pomysł. Głowy kozłów, wystające nie z opony, lecz z ziemi. Nie martw się, rabinie, ten satanistyczny pomysł ostatecznie zobaczą przecież tylko twoi znajomi”, dodał, gdy dostrzegł, że rabin zmarszczył czoło. „Dobrze, ale niech te głowy będą chociaż skierowane w stronę Ameryki.” Sure do!

sobota, 1 marca 2014

In the process






mój stomak to maszynka do mielenia mięsa

maszynka jak nic jak pogruchotany rower

proszę pojedz ze mną do Berlina jednak

zaliczmy wszystkie kible po drodze

poznajmy tajne systemy edukacji

i trzepaki wszystkich wycofajnych kobiet

pomyliłam wejście na festiwal z otrzewną

Gdynię z imieniem mojego promotora

a cały czas świeci nad głową jedno,

rwie się do tego z muszli klozetowej na zewnątrz