piątek, 30 maja 2014

P-Z STORY TRAMWAJOWA


p-z

Historia ta miała miejsce na pętli tramwajowej, a raczej w zajezdni, gdzie tramwaje zaczynały i kończyły swój bieg. Zaczęła się o niewyobrażalnie wczesnej porze, kiedy grupa przyjaciół opuściła imprezę urodzinową kolegi.

W drodze powrotnej pętla ofiarnie zamroczyła ich oczy. Tory położyły się przed nimi jak widły rozchodzące się równolegle we wszystkie strony, a potem znów zbiegające w jeden trakt.

Przestępujący z nogi na nogę po skrzącym śniegu postanowili poczekać na pierwszy tramwaj. W pewnym sensie wszystko było kapitalną zabawą: oddychanie, mówienie na końcu świata, łagodnienie głupich pomysłów na mrozie, od którego sztywniały palce. Czy gdyby chociaż jedno z nich potrafiło powstrzymać potok słów, nad którymi pojawiały się i znikały - sprawiając wrażenie ciężkich - śmieszne mgiełki, nie doszłoby do tak strasznej tragedii? Nie sądzę. Czy można powstrzymać śmierć nie znając innego idiomu niż życie?

próba mikrofonu
 
- Myślę, że jestem jakąś starą, grubą babą o bardzo nieprecyzyjnej sylwetce. Stoję na przystanku z siatką pełną zakupów i wpatruję się z ufnością w sucharskie reklamy. Dżak mnie nie kocha i czuję z tego powodu wielką ulgę.
- A ja jestem sobą za piętnaście lat. Żaden czytelnik się ze mną nie utożsamia! Mam wąsy, brodę, trochę czuć ode mnie chlorem i smarem. Jadę na dźwigu w Stoczni. Nie mam rodziny, ale mam robotę. Kim ja mogę być, kiedy dźwig pozwala mi oglądać cały warsztat wszechświata?
- Jego latarnią! Kimś, kto nie rozwiązuje problemów całego społeczeństwa z jednej pozycji materaca. To znaczy nie leniuchuje tylko namacalnie. A ty kim jesteś?
- A ja jestem każdym człowiekiem po trochu i wszystkie moje pomysły wydają mi się jakieś średnie. Zdaję sobie sprawę, że wolę szybować niż przebierać nogami.
- Ja za to jestem idealnie zintegrowana z moim dużym formatem. Za ile będzie ten tramwaj? Umieram z zimna i gastrofazy.
- ...a może my jesteśmy jakąś mizerną, pozbawioną skupienia, a pełną tymczasowych przekształceń gwarą jakiegoś pismaka? Niedoborem jakimś i mniemaniem kogoś innego niż my...
- Nie wiem, czy już wspomniałem, ale wolałbym już milczeć. Coś niedobrego czuję. To się zaraz wydarzy. Jakieś wyładowanie.

Media Hipokraka

Wszystkie wypowiedziane tego poranka słowa bezpowrotnie wpadały do kanałów, a wszystkie pierwsze strony zamieściły następnego dnia newsy mniej więcej takiej treści i długości:

Z naprzeciwka, z drugiej strony ulicy Xxxxx, nadszedł wielki mężczyzna, który niósł na barkach pijaną kobietę, Katarzynę Z. Wraz z odjazdem pierwszego tramwaju znalazł się celowo w jednym z kanałów zajezdni tramwajowej, którą grupa osób w wieku od 30 do 35 lat wzięła mylnie za pętlę. Wszyscy zginęli na miejscu śmiercią tragiczną. Mieli poobcinane ręce i nogi. Jak marchew na zupę. Osiłek to spowodował, gdyż podniósł kobietę wysoko akurat w momencie, w którym tramwaj przejeżdżał, powodując rozszarpanie jej ciała na strzępy i wykolejenie tramwaju, który runął z góry - a nie, z fałdy jej grzbietu - na wszystkich oczekujących na fałszywym przystanku.

Przepis na potrawkę ze śmierci.

Śmierć to rzecz pewna. Możecie wszyscy się jej spodziewać. Kiedy bliscy umierają nam w taki sposób, w pierwszym odruchu chciałabym poskładać zdezintegrowane części ich ciał w jakąś nową całość. Ocalić ich. Język, jeszcze niedawno wetknięty do pocałunku w czyjeś usta. Dłoń jakby machającą na pożegnanie. Zabrać coś ze sobą na pożegnanie. Choćby roztarte na miazgę organy wewnętrzne. Potem, w drugim odruchu, kiedy już zdaję sobie sprawę, że nie ma takiej możliwości, pragnęłabym chociaż gorąco zachować fragmenty ich ciał w formalinie. Tę mielonkę, do której mam taki sam czuły stosunek jak do siebie samej. Ani mniej ani więcej. No i wreszcie, prawie nic z nich nie zostaje. Taka wielka dziura, która nie jest w stanie pomieścić wiedzy o tym, co ich czeka osobno.


środa, 14 maja 2014

Jest.



jest większa niż dziura w dupie
jest mniejsza niż satelita
Twoja własna orbita i
sprzęt unoszący się lekko nad ziemią

To jest przetoka w twojej nodze
której nikt nie zobaczy od spodu
która jest zabrudzona jak dyszel
wciągający tyle przestrzeni ile
ci potrzeba,

Krowo.

Ps.
Powlekasz nogą
Gdy coś ci z niej wyłazi
Gdy znajdzie się idiota
z modelem nogi klasycznej.
Oł je.