niedziela, 18 stycznia 2015

PUZZLE HENRIETTY



W przededniu wyprowadzki z rodzinnego domu do własnego mieszkania miało miejsce zajście niemal cyrkowe, częściowo wynikające z faktu utracenia przez Henriettę czujności - wystarczającego jednak, aby narazić ją na niebezpieczeństwo cielesnego nadużycia ze strony dawnej znajomej. Około trzeciej nad ranem tamta zaproponowała jej nocleg w przestronnej kawalerce. Wydawało się to do przyjęcia po tym, jak wraz z kilkoma koleżankami kobieta postanowiła wyjść do centrum na parę drinków i poszaleć na parkiecie. Był czas karnawału, z automatu pozwalający niektórym osobom rezygnować z potrzeby wyrzekania się, jakby ten okres w ciągu roku dodawał im niespotykanej w innych okolicznościach  odwagi do drażnienia się z ich poukrywanymi na co dzień demonami oraz do żądania wszystkiego na raz.

Nie podejrzewała, gdy w znikającej ciemności poranka na chwilę podniosła głowę znad poduszki, że nachyli się nad nią głodna wrażeń twarz, a obca dłoń w sposób odrażający zacznie szpachlować ją po policzku. Zwalisty brzuch tamtej całkiem blisko jej brzucha...Krótko ostrzyżone, farbowane włosy o zapachu nikotyny na linii jej wzroku, który ze wszystkich sił odmawiał dalszego ładowania tego widoku. Potwór, który kołysał się nad nią, tam i z powrotem, niczym trącona niechcący stara lampa od lat ciężko zwisająca nad stołem, zastawił na jej ciało sidła. Tkwiła więc w półmrocznym areszcie pragnień obcej kobiety, wyznaczanym czterema nieustępliwymi punktami jej kończyn, rozstawionych po bokach jej ciała. Zła na siebie, że dwie godziny temu nie wsiadła w taksówkę do domu, dając się skusić ofertą niespodzianie przyznającą tak szczególną rolę orkiestrze zniekształcającej dźwięki odwzajemnionej potrzeby miłości.

Całe to uwięzienie było przez Henriettę odczuwane po wielokroć, ponieważ wyprowadzka była tak naprawdę na tym etapie jej życia jedynie płonną nadzieją, która osiadła na dnie materii koszmarnego snu, poprzedzającego zajście nacechowane tak ordynarną przemocą. Zabrakło jej przy tym w tamtym momencie siły do zaprotestowania. Wobec błyskającego uśmiechu biesa w pidżamie w granatowe serduszka leżała przymuszona i podporządkowana, rozłożona na łopatki niczym rozskrzydlony motyl na wystawie rozzuchwalonych koneserów.

Sen miał jednak również to do siebie, że rozciągnął w przestrzeń metaforyczną czas uporczywego przesiadywania w czytelniach, które miały tę przewagę nad jej obecnym miejscem zamieszkania, że były w znacznym stopniu anonimowe. Nie zmuszały do odkrywania przed nikim tajemnic własnego serca. A jednocześnie, przechwytując dowolną książkę z regału, mogła zaszyć się pośród studentów i studentek, których motywacje przypuszczalnie mogły być niekiedy zbliżone do jej - wydostać się gdzieś, przedostać do innego wymiaru silnikiem własnego intelektu, mocą wyobraźni, która szybując traciła cierpliwość do kwestii dających się ująć w sposób literalny i uchwytny dla byle ciułacza wiedzy. Następnego dnia ten sam sen nawoził jednak zakończenia przewrażliwionych nerwów Henrietty łudzącą wiarą, że materialne w upragnionym kształcie może nie przyjść...

Nie pozwalając nikomu przysiąść się do zajętego przez siebie stolika, ani obdarzyć swej osoby skrótowym choćby zainteresowaniem w drodze do regularnie rozstawionych metalowych półek, kobieta miała po prostu ochotę iść się wyrzygać. Uderzyć z buta do kibla i rozluźnić w ten sposób kumulowane od tygodni napięcie, którego w efekcie doznanej przykrości nie sposób już było utrzymać na poziomie umożliwiającym znośne funkcjonowanie pośród ludzi, a nawet całego społeczeństwa. Konspiracją XXI wieku była bowiem nauka uprawiana na własny koszt, wymagająca w jej przypadku rezygnacji z podstawowych udogodnień, a w tym z własnego lokum, wytwarzająca myśli, że rychło, gdy tylko złoży w całość wszystkie elementy aroganckiej teorii swej rozprawy, coś się zmieni, a następne dni wreszcie ułożą się w mniej niespokojną konfigurację.



Nie będąc jedną ze szlochających starych panien, złożyła lekki ukłon nad zlewem, sprawnie i zamaszyście na raz wypuszczając z ust grudki, które do połowy wypełniły jego komorę. Były one delikatne, zrobione jakby z opłatków, a ich poszarpane kształty upodabniały je do puzzli. Tak wiele ich jednak zwymiotowała, że żadna z bibliotekarek, które przyszły z pomocą, nie byłby w stanie nic sensowego wywróżyć z fragmentów ciała w masowym środku przekazu wody. Henrietta natomiast wiedziała, że oto są jej puzzle, możliwie pełne zeznanie na ten dzień, małe co nieco w formie okruszków, które tkwiły w jej gardle. Uruchomione zostały tym dręczącym wspomnieniem karnawałowej nocy, podczas której niedopuszczalne rzeczy miały miejsce. Zapakowała się w autobus i wróciła na chatę, rezygnując w drodze powrotnej z części przywilejów języka polskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz