piątek, 15 stycznia 2016

Z PIASKU POWSTAŁAŚ W PIASEK SIĘ OBRÓCISZ


RzeźbĘ pt.: "Włosy z piasku" wykonałam na plaży. Mniej więcej miesiąc po tym jak zaszczepiłam się na tężec & błonicę, którzy tym samym stali się współautorami mojej pracy. Podobnie jak niewidocznego gołym okiem nurzańca, którego nocą nachodzi potrzeba rozkoszy na ludzkiej twarzy, naszło mnie, żeby pogrzebać w piasku.  Nic nie knułam zawczasu. Chcę również powiedzieć, że nie tak ważne kto zrobił, ważne że powstała ta efemeryczna rzeźba z dostępem do wszystkich, którzy mają wi-fi, albo zasysają net przez kabel. A także to: vivat posthumanizm i nadmorskie okoliczności, które również rozpraszały antropocentryczny mroczek duszy spragnionej światła, sprzyjając pracy o piętnastej pięćdziesiąt w styczniu.

Gdy zatem fale szyły białe kołdry, chmury jechały swoje sound cloudy, wiatr ciachał w piasku całe kawałki dźwięków na coś w stylu szybujące pomiędzy sosnami na wydmach na-na-na, a te ukryte przed historią pajęczaki ponadto uwijały się na brwiach, rzęsach i włosach tej, która tylko przyniosła glinę na plażę - ach to było coś! Uniesienie jakieś pomieszane z potrzebą zaznaczenia granicy piaskowego bytu oraz tego, którym ja za chwilę się stanę.

Ważna sprawa, żeby ten modelunek był osobny i wynikał z jakiejś umiejętności. A ponieważ de facto nie potrafię rzeźbić, to postanowiłam zacząć od podpisu pracy: "Z piasku powstałaś, w piasek się obrócisz", albo prościej, a też w temacie "C'mon!"

Rety. Przyznała się, że nie potrafi rzeźbić, tylko pisać. To mało. A i ta zdolność kuleje, bo to wszystko literatura dawno temu już poznała. Pochyl głowę. Nie bądź taka skromna. Najlepiej żeby to w ogóle nie była literatura, tylko coś młodego, najlepiej dwudziestoletniego, płci męskiej, jakiś Istagram. Sweterki w romby już nie takie modne, ale gimnazjalny wygląd - tak. Świadoma, spiętrzona pobytem na plaży refleksja, co się układa w figurę rebeliantki przeciw skrajnie egocentrycznym tendencjom, to się nie sprzedaje wśród ludzi. To się samo ośmiesza jako wkład niezrozumiały. Starzeje się budując obraz jakiegoś doświadczenia. Nikt nie będzie chciał  w to wnikać. Nikt nie będzie mógł. Bardzo życiowa sprawa. Nic pod słońcem nowego.

Niemniej jednak upatrzyłam już sobie tę rzeźbę na plaży i zamiast koła garncarskiego mam słowo nagie, bez wizualnego wsparcia z Istagramu. Widzę to tak. Kręcimy. Popiersie zwrócone na północ, reszta wedle swoich kierunków i rozmiarów. Ja dłutem wykonuje żłobkowanie wzdłuż całej powierzchni głowy i twarzy. Włosy mają być długie, sięgające aż do ramion, żeby dużo znużonych wyjałowioną energią nużeńców tej, która bije na alarm na plaży znalazło swój nieśmiertelny dom. Długo się sypać. Potem wracać w garść. Tej różnorodności i dynamiki poruszenia całego ustroju nigdy dość przed uzyskaniem tego stanu, o którym tyle  się niedawno pisało. Ten stan topowy i pożądany, no wiecie, że jest spokój i równowaga.

Trzeba zatem nabrać w garść pisaku  i pac na głowę. Jest i wiatr. Najlepiej żeby ktoś wyłączył już kamerę i schował aparat. Już nawet dokumentacja nie jest potrzebna. I co ważniejsze, dizajn odpada. To wszystko są jednak sprawy kulturowe. A czy są jakikolwiek inne? Przychodzi moment, że odczuwalne jest każde ziarenko piasku, które składa się na jeden z tysiąca kosmyków. Chodź, chodź. Wydaje mi się, że mam to kadrowanie bez poprawki. Ale męka z tą świadomością pielęgnowanej tęsknoty za życiem bez sztucznej wrażliwości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz